Kuchnia Enjoy Bydgoszcz

Switch to desktop Register Login

Będzie nowy szlak turystyczno-kulinarny

-Tu w Gzinie, w Gospodarstwie Agroturystycznym „Gzinianka” rozpoczynamy projekt, o którym niebawem będzie głośno, a nosi on nazwę „Poznaj smak Doliny Wisły-Niech Cię Zakole”. Dzięki niemu rozsmakujesz się nie tylko w lokalnej kapuście, mięsie z hodowanej na terenie Doliny Dolnej Wisły owcy „wrzosówki”, czy z połączenia tychże produktów – we wspaniałym bigosie. Tu znajdziesz przepiękny krajobraz, ciekawą architekturę i cudownych ludzi. Wszystko to razem wzięte, ma tworzyć produkt turystyczno-kulinarny. Tym dobrem, które tu jest, i z którego my czerpiemy, chcemy się podzielić z każdym. Gzin może stać się „pępkiem świata”. Stąd tu jest tak samo daleko do Bydgoszczy, jak i Torunia. Ale stąd jest bardzo blisko by poznać całe Zakole Dolnej Wisły, poznając polską „Małą Toskanię”. Czemu więc nie skorzystać z tych atutów? - mówi Piotr Lenart, człowiek zafascynowany polską kuchnią i kuchnią polskich regionów, organizator Grupy Inicjatywnej marki kulinarnej "Niech Cię Zakole

Projekt "Poznaj Smak Doliny Wisły - Niech Cię Zakole", to tytuł roboczy produktu turystyczno - kulinarnego, który powstanie po obu stronach Wisły w jej Dolinie na terenie regionu kujawsko - pomorskiego. Jest to region, który nie ma jednolitej tożsamości jak np. Śląsk, Wielkopolska czy choćby Świętokrzyskie. Jest niejednorodny kulturowo, złożony z licznych regionów etnograficznych, jak Kujawy, Krajna, Pałuki, Ziemia Dobrzyńska, Ziemia Chełmińska, Pojezierze Brodnickie, Bory Tucholskie, część Kociewia, czy nawet Kosznajderia ( któż o niej słyszał?) Jest to jednak potencjał tak nieuświadomiony, jak  nie wykorzystany". Właśnie ta różnorodność, z jednej strony jest bogactwem,  z drugiej zaś przekleństwem. Jest tu jednak coś, co łączy?

-Otóż łączy nas Wisła z jej Doliną i Zakolem – zapewnia Piotr Lenart.

 „Niech Cię Zakole”, to zarówno miejsce, czyli Zakole Dolnej Wisły, ale też zawołanie, zachęta: niech cię zadziwi, zachwyci, zauroczy przyroda i krajobraz Doliny, architektura i historia nadwiślańskich pereł jak Toruń, Chełmno czy Grudziądz.  Tu zaczerpniesz kulturowości i folkloru, kujawskiego, tucholskiego, kociewskiego. Tu zasmakujesz w kulturze Mennonitów - Olędrów znad Wisły, niezmordowanych melioratorów terenów powodziowych. Ujrzyj "Małą Toskanię na Zakolu" od Ostromecka, przez Czarże, Słończ do Gzina, gdzie pasą się stadka "wrzosówek", utrzymujących ekosystem nadwiślańskich łąk. Tu wreszcie rozkochasz się w „zakolowych” produktach, gdzie gęsina i jagnięcina najlepsze na nizinach, gdzie Dolina Śliwki z powidłami smażonymi w kotłach kuprowych nad dymiącymi ogniskami w Strzelcach Dolnych, i jak mówią z najpiękniejszym "widokiem na Świecie".., (bo najlepiej widać Świecie z Chełmna "perły gotyku z siedmioma kościołami")..

Festiwal Samku w Grucznie, jedno z największych wydarzeń kulturowo - kulinarnych w Europie; Święto Śliwki w Strzelcach Dolnych jedno z najstarszych wydarzeń w regionie i w Polsce promujących produkty lokalne; Święto Kapusty w Brukach Unisławskich; Gęsina na Św. Marcina w Przysieku k/Torunia - mają wymiar regionalny i ogólnokrajowy. Wizytówka kulinarna regionu; "Piknik Napoleoński" z przemarszem grup rekonstrukcji historycznych Zakolem Dolnej Wisły z Ostromecka - Mozgowiny przez Czarże do Gzina, gdzie ukryto skarb pułku napoleońskiego i gdzie powstaje "Wioska Rytuałów"; Święto Zakochanych w Chełmnie i wiele innych bardzo lokalnych, a ciekawych. Wszystkie te wydarzenia mają swój odmienny, własny charakter.

Każdy z produktów na szlaku Niech Cię Zakole będzie pochodzić z zagród i sadów, łąk i pól Doliny Dolnej Wisły. Jest ich pod dostatkiem i z każdym można  się będzie podzielić.

Produkty „Niech Cię Zakole” nigdy nie zagoszczą w supermarketach, ani galeriach handlowych. Produktów Zakola można będzie popróbować i je nabywać tylko we wskazanych i rekomendowanych miejscach, albo uczestnicząc w wizytach, pokazach i warsztatach kulinarnych i rękodzielniczych. Produkty i potrawy  „Niech Cię Zakole” to m. in.:  gęsina i jagnięcina najlepsze na nizinach; ryby chełmińskich i dobrzyńskich jezior; kapusta unisławska; powidła, konfitury, miody, nalewki, a nawet wina Doliny Wisły, "bryndas dobrzyński” i "szandar tucholski”, to prosta kuchnia Mennonitów i ” Kociewski Kredens”..,

Na obszarze objętym projektem występują zatem wszystkie elementy umożliwiające zbudowanie szlaku turystyczno - kulinarnego: urokliwa przyroda w naturalnym stanie, usługi agroturystyczne z zagrodami edukacyjnymi, usługi hotelowe, gastronomia, produkty lokalne, ciekawe wydarzenia kulturowe, perły architektury jak Toruń, Chełmno czy Grudziądz, infrastruktura ścieżek pieszych i rowerowych, (geocaching i nordic walking). Jest to potencjał podobny do tego występującego w rozwiniętych i bardzo atrakcyjnych turystycznie, wiejskich regionach Europy Zachodniej jak choćby Alzacja czy Normandia.

Atrakcyjny turystycznie obszar Doliny Wisły nie posiada jednak spójnej, wyrazistej i całorocznej oferty, jakim jest produkt turystyczny uwzględniający i komercjalizujący w całości jego turystyczny potencjał. I to jest właśnie wyzwaniem…

 Stanisław Gazda


 

Czytaj więcej...

Gęsinowe i niepompatyczne obchody Święta Niepodległości

Miejsce akcji: 7 - 8 listopada 2015 (sobota i niedziela) na  ulicy Długiej przed Ratuszowym, 11 listopada ( środa )- Rynek Starego Miasta w Bydgoszczy. Każdego dnia od 11.00 do 16.00.

7 i 8  oraz 11 listopada, okolice Starego Rynku w Bydgoszczy, szczególnie zaś ulica Długa przed Hotelem Ratuszowym i restauracja Ratuszowa, będą tymi miejscami do których nietrudno będzie trafić. Trzeba będzie jedynie polegać na zmyśle węchu. A gdy już się dotrze na miejsce - pobudzone zostaną wszystkie zmysły…

Niepompatyczne obchody Święta Niepodległości rozpocznie 7 listopada o 19.00 uczta w restauracji „Ratuszowa”, na której nie będzie "polskiej żółci", lecz słowiańska wesołość, a nawet kilka słowiańskich strojów. Goście przyjść mogą w tym, w czym im wygodnie, czyli, jak powiada jeden z organizatorów – nawet w pokutnych worach - ważne, by był w nich otwór na75 zł od osoby. Ponadto uczestnik ma mieć 7 zł i 50 groszy, czyli 10% na obsługę, orkiestrę i inne fanaberie zgodnie z savoir - vivre.

A w szczegółach, działo się będzie to: W sobotę i niedzielę oraz 11 listopada :

 

Gęsi – NOVY obiad w Ratuszowej od 12.00 – 16.00. W karcie: Kołudzkie trio z gęsiny (carpaccio z półgęska, gęsi tatar, gęsia leberka), czernina z brzadem/rosół z gęsimi pierożkami, udko gęsie confit podane na kaszotto z kapustą modrą.

Gęsi – NOVA Uczta w Ratuszowej od 19.00 - 7 listopada w sobotę. Menu: Foie gras z gęsiej wątróbki na sposób kujawski. Czernina/rosół z pierożkami. Pieczyste z gęsi kołudzkiej z sosem jabłkowo-śliwkowym (podane z ziemniaczkami pieczonymi lub kaszą, kapusta modra, pikle), tort pierzasty.

GĘSI – NOVY - Smak Zakola Dolnej Wisły, a.., „Niech Cię Zakole” z Piotrem Lenartem i „Gzinianką”.Będą: gęś-burgery kołudzkie, pierogi z gęsiną w trzech smakach , żołądki gęsie duszone w cebuli. Zaś namini jarmarku pojawią sięprodukty z kołudzkiej gęsiny nagrodzone Złotym  Półgęskiem 2012 i 2013Wszystkie potrawy dostępne na wynos.

 

Smaki Gzina – „wioski kulinarnych rytuałów”, czyli Wariacje na temat Kuchni Słowian z „Gzinianką” i Piotrem Lenartem. W programie: Rytuał rozbioru gęsi kołudzkiej o 13.00każdego dnia – Piotr Lenart, a do zjedzenia: podpłomyki gzińskie z okrasą, „Bryjka gzińska” czy flaczki z gęsiny, kaszotto gzińskie z gęsiną i kapustą

Stół „Gęsi- Nowych Smaków” z Ratuszowej i Zakola Dolnej Wisły: Gapiozupa na gęsich podrobach (degustacja ze Stołu do woli i możliwość zakupu na wynos). Ponadto:kawa i herbata, woda mineralna i soki do woli; trunki do nabycia w restauracji. Wieczór umilą: akordeonista Krzysio, pokaz kulinarny i kuchenne rymowanki Piotra Lenarta oraz dobry humor gości.  A wszystko to za 75 zł/osobę + 7 złotych i 50 groszy  na akordeon….

Rezerwacje na ucztę i obiady– restauracja Ratuszowy – Mikołaj Joachimowski tel. 606 953091;  e-mail - Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript..         

 Stanisław Gazda

 

Czytaj więcej...

Piotr Lenart – „Napoleon” zakłuty Zakolem

-Gdyby komputer miał na podstawie imienia i nazwiska „stworzyć” wirtualnego Piotra Lenarta, byłaby to bardzo barwna postać, będąca kompilacją: księdza, muzyka, fotografa, oficera służb specjalnych, organizatora zagranicznych wypraw kulinarnych, biznesmena, wytwórcy wędlin, eksperta kulinarnego. Ile jest prawdziwego Piotra Lenarta w tym wirtualnym?

-No cóż w wirtualnym świecie można istnieć na wiele sposobów. Z  wymienionych zajęć, wiele mnie jednak nie dotyczy. Nikt mnie chyba nigdy w sutannie nie widział, ani z instrumentem innym niż chochla czy patelnia. Inna rzecz, że potrawy powinny być dobrze zrymowane. Nie muzyk więc, ale autor takich kpiarskich rymowanek, czasem i owszem do śpiewania pod akordeon mojego przyjaciela Krzysia.  Z kolei fotografie wydarzeń, kulinarnych wyczynów czy pięknej okolicy, to niezaprzeczalna zasługa prof. Bronka Borysa z Instytutu Zootechniki w Kołudzie Wielkiej, doskonałego dokumentalisty rzeczy i zdarzeń…

Kim więc jest  Piotr Lenart?

-W każdym tkwią pasje i talenty. Z pewnością kulinaria, to moja pasja, zaś produkt lokalny to misja specjalna. Ekspertem kulinarnym jestem w tym sensie, że mam swój sposób np. na gęsinę czy jagnięcinę, dziczyznę czy wieprzowinę, no i wyroby wędliniarskie. Tą wiedzą i umiejętnościami chcę się dzielić i się dzielę. Nie jest to  biznes w pełnym tego słowa znaczeniu. Pieniądze, jeśli są, to przy okazji realizacji pasji - misji. Podróże, to kolejna pasja, ale nigdy nie jadę „opalać sztruksu”. Jadę po poznanie, zwłaszcza rzeczywistości od kuchni; po poznanie ludzi i miejsc, warunków w jakich żyją i sposobów na życie .., a bywa, że sposobem na życie może być zajęcie się kaczkami czy gęsiami….

Bez dobrego trunku gęsi się nie jada …

zatem winem .., nalewką podlać ją wypada.

Kto zaś nam odmawia tak zacnego trunku ,

damy mu podpiwek..,  jak deskę ratunku.

Gdy zaś dalej zechce sprawiać nam kłopoty

Niechże pije wodę, niech mu wyjdą poty..

 -…I  potrafiłeś na przykład tak „rozpracować” gęś, że do celów kulinarnych, z wyjątkiem piór i dzioba, wykorzystałeś wszystko, za co zresztą zasłużyłeś sobie dwukrotnie na „Złoty Półgęsek” – nagrodę   konkursu „Czas na gesinę”…

-To żadne rozpracowanie, tylko efektywne wykorzystanie produktu i własnego potencjału. Wychowałem się na 7-hektarowym gospodarstwie, na „Szkielecczyźnie”, gdzie wszystko co spożywaliśmy było na miejscu  wytwarzane i co najważniejsze przetwarzane. Nadwyżkami, bo owszem były, dało się jeszcze podzielić na targu …. Tu chodzi o „savoir – faire” i „savoir – vivre”.., w moim wolnym tłumaczeniu to” umieć - wytworzyć i umieć - żyć”

-Chociaż masz do tego niezaprzeczalny talent, to jednak nie poszedłeś za modą i nie „sprzedajesz” się jako telewizyjny showman, robiący z gotowania prezentację multimedialną, pozbawiający tę czynność celebracji, swoistego „nabożeństwa”. Dlaczego? Może Ty nie jesteś prawdziwym kucharzem?

-Ani  celebryta, ani kucharz, ale taki „kulinarny patriota”, czyli człowiek z fascynacją do polskiej kuchni i kuchni polskich regionów. Kuchnia i gotowanie są dla mnie zabawą, ale to bardzo poważna zabawa. Elementy show się pojawiają, chociażby podczas rozbioru gęsi na elementy, z zabawnym komentarzem. Nie siebie jednak celebruję,  lecz gęś,  i nie jakąkolwiek, tylko kołudzką. Z tego duetu, co  zawsze podkreślam, to gęś jest najważniejsza. Kucharz zaś, w zależności od tego, co z nią zrobi, może zasłużyć na miano kuchmistrza, albo i miernoty, jak ten z rymowanki, zresztą postać autentyczna:

A My se langzam wkoło grilla

Niech nam się klient poprzymila,

Zielem angielskim czy to pieprzem

I tak od tego nie będzie lepsze

I tak se w kuchni chichu, chichu 

Żeby się przypodobać lichu

 

-Taki ktoś,  bez pasji  i bez powołania w kuchni - nie powinien się tam znaleźć, bo jemu wszystko jedno z czego i co powstaje. Mnie zaś chodzi o użycie naszych produktów, naszych dodatków i naszych receptur, a przy tym o kreatywność. Chodzi o tożsamość…. Co wcale nie wyklucza pomyślanego przeze mnie  „gęś – burgera”, który ma mieć nasz kujawsko – pomorski niepowtarzalny smak. Jest alternatywą dla fast foodu, o wyjątkowo obcym nam charakterze. 

 -Cokolwiek by mówić, najczęściej kojarzy się Ciebie z Napoleonem i autorem warsztatów kulinarnych z wykorzystaniem gęsiny i jagnięciny. To do Ciebie pasuje, czy jest to część jakiegoś szerszego zamysłu?

-Ja, jako Napoleon, to była rzecz przypadku. Chcieliśmy zrobić jakieś atrakcyjne wydarzenie „u wrót” Zakola Dolnej Wisły po to, aby ludzi zachęcić do pójścia w  Dolinę, a nie poprzestawaniu tylko na wizycie w  Pałacu w Ostromecku. Zacząłem szukać pomysłów, m.in. szperając w starych zapiskach i korzystając z historycznej wiedzy miejscowego znawcy lokalnych dziejów Jerzego Świetlika. Wtedy to trafiliśmy na przekazy dot. przeprawy  Napoleona z wojskiem przez Wisłę, na wysokości Ostromecka-Mozgowiny, w trakcie rosyjskiej kampanii w 1812. Po przeprawie oczywiście był popas, a więc obozowisko wojsk Księstwa Warszawskiego, a jeśli tak, to z posiłkiem z lokalnych produktów. I tak właśnie powstało wydarzenie historyczno – kulinarne.  Pozostało pytanie:  Kto zagra Napoleona? Z racji mojego słusznego wzrostu i znajomości języka francuskiego – padło na mnie. Koniec-końców, było historycznie, atrakcyjnie a przede wszystkim kulinarnie. Podawany był kurczak Marengo, serwowany Napoleonowi po wygranej bitwie pod Marengo.  Rok później było już bardziej integrująco i przyciągająco do Zakola Dolnej Wisły, z próbą poszukiwania kulinarnego produktu markowego, charakterystycznego dla tego regionu. Padło na jagnięcinę, bo owce w Zakolu i Dolinie Wisły były od zawsze. Zrobiliśmy więc warsztaty kulinarne z jagnięciny wsparte przez Krajową Sieć Obszarów Wiejskich Urzędu Marszałkowskiego – to była akcja „Wieś na weekend”.   Wójtowie gmin Zakola przygotowali i serwowali ajntopy wprost z kotłów kuprowych nad ogniskami. Wszystko z miejscowych lokalnych produktów i wg miejscowych receptur.

-Powiadają o Tobie, że jesteś „niestrudzonym propagatorem lokalnych produktów kulinarnych”. Jak Ty sam to pojmujesz?

-Moim celem jest wyciągnięcie ludzi z galerii handlowych, obwieszczenie i pokazanie wszem i wobec, że jest taki piękny region jak Dolina Dolnej Wisły, że mamy naszą rodzimą Toskanię na wyciągnięcie ręki. Są tu owieczki, tak charakterystyczne dla krajobrazu Toskanii – u nas jest to odtwarzana na nowo rasa owcy-wrzosówki, niegdyś na tyle ważna i powszechna, że stanowiła o lokalnym ekosystemie Doliny Dolnej Wisły. Rzuciłem też hasło: „Niech Cię Zakole”, czyli niech ten region cię zauroczy, zainspiruje do działania, by ten potencjał, który w nim tkwi wydobyć, pokazać i się nim podzielić. Nie do przecenienia jest tu rola miejscowych rolników, hodowców, gospodarstw agroturystycznych i kół gospodyń wiejskich, jako wytwórców lokalnych produktów kulinarnych. Potrzebna jest erupcja produktu lokalnego! Podstawy ku temu są. Owca-wrzosówka, kapusta, śliwka i powidła strzeleckie. Mamy więc już co najmniej trzy markowe, sztandarowe produkty, które mogą być podstawą dań charakterystycznych dla tego regionu.

-Czy gdzieś znalazłeś inspirację, czy to tak samo jakoś wynikło?…

-Owszem inspirację znalazłem w podróżach studyjnych, realizowanych na zlecenie KSOW Urzędu Marszałkowskiego. Takim dobrym wzorem dla nas może być Alzacja czy Normandia, gdzie nie na terenach wiejskich praktycznie nie ma zjawiska bezrobocia, bo każdy zatrudniony jest u siebie i to zatrudnienie jest dziedziczne (wnuk sprzedaje calvados nie żyjącego już dziadka), gdzie z lokalnego potencjału stworzono produkt. Marzy mi się, aby kiedyś Doliną Dolnej Wisły, po zintegrowanym szlaku kulinarno-turystycznym sunęły bryczki z turystami, zachwycającymi się walorami krajobrazowymi Doliny i smakowymi lokalnych produktów kulinarnych.

-Jaka, według Ciebie, jest recepta na sukces w branży kulinarnej, gastronomicznej?

-To zależy nie tylko od tych branż. Mają one kaganiec instytucji nakazowo – zakazowych, który ciągle trzeba szarpać, albo szukać bajpasa do obejścia. Pora wyrwać się z pęt koncesyjno-urzędniczych, utrudniających lokalnym wytwórcom legalne produkowanie i sprzedawanie swoich produktów. To powoduje, że powidła śliwkowe Doliny Wisły nadal są nie do końca legalnym wytworem,  lecz ciągle z szarej strefy.  Śliwowica jest traktowana jak samogon, bo producent nie może, jak to się dzieje choćby we Francji  skorzystać z objazdowej destylarni i akcyzowania swojej produkcji na miejscu. Tam urzędnik przychodzi i doradza,  jako to zrobić, a u nas czeka na dostarczenie zezwoleń od 30 różnych instytucji zanim łaskawie pozwoli się  na założenie winnicy i uruchomienie produkcji, a koszty wejścia na rynek przyprawiają o zawrót głowy.

-Raz na zawsze trzeba też skończyć ze „sponsorowanym”, darmowym rozdawnictwem jedzenia podczas imprez masowych. To „zabija”, zmiata i pozostawia bez szans przebicia się lokalnych producentów - wystawców.  No, bo kto kupi pyszną zupę śliwkową od gospodarza, gdy obok stoi kocioł z darmową grochówką???

Stanisław Gazda

 

 

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS

Serwis należy do Bydgoskiej Grupy Medialnej. Powered by: Enjoy Media

Top Desktop version