Kuchnia Enjoy Bydgoszcz

Switch to desktop Register Login

Zyta Deręgowska: Bydgoska „Michałowa”

Zyta Deręgowska - kucharka u Salezjan Zyta Deręgowska - kucharka u Salezjan Stanisław Gazda

- We wspólnocie szkolnej u Salezjanów jest jak w domu, jak w dobrej rodzinie przesiąkniętej duchem św. Jana Bosko. Księża mi mówią, żebym oglądała „Ranczo”, bo jestem, jak Michałowa, że tak jak ona bardzo dbam o wielebnych, załatwiam za nich różne sprawy, gdy ich nie ma, troszczę się o wszystko, jak rodzona matka. Ksiądz Dyrektor, nie mówi o mnie inaczej, jak Matka Zyta.

Czternasty rok już mija, jak Zyta Deręgowska zamieniła służbę wojsku na służbę Bogu u Salezjanów. Najpierw trochę pomagała gospodyni w salezjańskiej parafii, ale gdy powstała szkoła i dom zakonny, dostała propozycję stałej pracy dla wspólnoty szkolnej. Tyle że ona tę pracę  traktuje nie inaczej,  jak  „misję”, „służbę Bogu”. Do każdej czynności, którą wykonuje, podchodzi, jak by  wykonywała ją dla Pana Jezusa. Każdy dzień zaczyna od pozdrowienia Jezusa, Matki Bożej, Anioła Stróża i św. Zyty. O szóstej, melduje się im wszystkim na pełnienie świętej Woli Bożej. Nigdy nie patrzy na zegarek, kiedy minie osiem godzin. Nie potrafiłaby wyjść wiedząc, że czegoś nie dopełniła.  Całą nadzieję pokłada w Bogu. To, co ugotuje następnego dnia też składa w Jego ręce. By natchnął ją, jakie produkty ma przygotować, jakie mięso wyjąć. A jak już nie ma pomysłu - idzie do kaplicy i błaga najlepsze gospodynie: Matkę Bożą i św. Zytę o pomoc. Nie zdarzyło się, by się zawiodła.

Początki nie były łatwe. Najzwyczajniej w świecie obawiała się, czy podoła obowiązkom, czy da radę wykarmić sześciu chłopa, by mieli  jedzenie zawsze świeże i na czas, wszystko wyprane, wyprasowane. Wtedy przyszła myśl: a co by było, gdyby miała tyle własnych dzieci, czy zostawiłaby je na pastwę losu? I uwierzyła, że da radę.   Pochodzi ze wsi, z dużego gospodarstwa, pracy się nie boi. A bo to raz wstawała o pół do piątej i szykowała jedzenie dla wszystkich w domostwie?

Gdy otrzymała umowę o pracę, wynikało z niej, że rozpoczynać ją będzie o 6.30 i kończyć o 14.30 troszcząc się o kuchnię, spiżarnie, garderobę, zakrystię, jadalnię i pralnię. O prasowanie rzeczy, przyszywanie guzików, wykonywanie drobnych napraw krawieckich, o przygotowanie kolacji i pozostawienie jej w lodówce. Powinna dbać o różnorodność posiłków, estetykę stołu, korzystając oszczędnie z produktów, prądu i wody.

Zyta codzienną krzątaninę w kuchni zaczyna już o szóstej rano, bo księża o 6.20 idą na poranną Jutrznię, niektórzy uczestniczą we mszy o 7.00, później pędzą do podstawówki, rozpoczynają lekcje w Liceum i Gimnazjum. Chodzą jak w kieracie. Czeka więc Zyta ze śniadaniem dla nich od raniutka i trzyma je pod parą aż do dziesiątej. A ile to razy niejeden księżulo bez śniadania pędzi i dopiero na obiad przychodzi.  Choć wyznaczony jest na  13.00, to też rzadko kiedy wszyscy wspólnie do niego zasiądą. Ale Zyta zawsze czeka za nimi z obiadem. Jeszcze nie było tak, żeby oni na nią czekali.  Gdy tylko słyszy, że idą, natychmiast  nalewa zupę do wazy, kładzie na okienko, któryś z księży odbiera. Surówki ma już wcześniej  naszykowane.

Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. Na dobrą sprawę, gdy księży jest szcześciu-ośmiu, to Zyta dla każdego z nich musiałaby zrobić  sześć-osiem dań.  Ale nie z nią takie numery! Kuchnia zakonna, to nie restauracja.  A jakby się coś nie podobało, to salezjanie mają swoje zebrania, mają ekonoma, dyrektora i poprzez nich mogą zgłaszać uwagi. Nie ma rządzenia się Zytowymi garnkami.  Byli tacy, co to  studiowali we Włoszech i sugerowali żeby może coś z tej kuchni ugotować. A Zyta  im na to: -Chcecie Włoch, to siadajcie w samolot i lećcie – tu jest  Polska i polskie jedzenie! Cuda, nowości, to wszystko kosztuje. Jak się coś nie podoba,  idźcie do restauracji, a zobaczycie co i za ile zjecie i jak szybko do mnie wrócicie?  Zawsze mówią, że jest dobrze, smacznie i po kilka razy dziękują.

Zyta dobrze wie, że księża nie wzięli się z kosmosu. Też żyli w rodzinach, też mamy im gotowały i rozumieją, że nie można wymagać każdego dnia kawiorów, dziczyzny, czy  szynek.  Dlatego przygotowuje dla nich normalne, domowe jedzenie, bez żadnych paczek, kostek rosołowych czy wydziwianych przypraw.  Nie ma jakiejś specjalności. Nie korzysta z przepisów. Wszystko ma zakodowane w głowie.  I nie ma tak, że danie następnego dnia jest modyfikacją tego, co zostało z poprzedniego. Nie gotuje na wyrost. Nie ma też dnia żeby się coś powtórzyło. Zwykle dzień wcześniej robi przegląd czym dysponuje, i co z tego jutro zrobi. Grubsze zakupy ustala  z księdzem  ekonomem. Drobiazgi  kupuje na ryneczku. Chleb piecze sama i księża nie chcą jeść innego.

-Jak gdzieś wyjeżdżam, to dzień wcześniej wszystko przygotowuję. Nie usiedziałabym spokojnie wiedząc, że oni tam nie mają co zjeść. A tak jak już mają przygotowane, to sobie odgrzeją, a ja spokojna jestem.  W poście w środę dostają zupę, a w piątek drugie danie, a tak zwykle są dwa dania i deser.

Księża wiedzą, że Zyta lubi czystość. U niej w kuchni można się przejrzeć w podłodze, żadnych brzydkich zapachów, nieumytych naczyń. Wszyscy mają we krwi, że naczynia trzeba odnieść, wstawić do zmywarki.

-Zdarzało się, że człowiek jakąś nagrodę na dzień edukacji dostanie, o imieninach  pamiętają, ale  pensja taka  jaka przewidywana jest dla tego etatu.Dla mnie jednaknajwiększą nagrodą jest, gdy mi dziękują i mówią, co Matka Zyta ugotuje, na pewno będzie dobre…

Św. Zyta była niezrównanym wzorem pracowitości, pokory, słodyczy, uległości, miłości bliźniemu, spełniania obowiązków stanu swego. I Zyta Deręgowska zdaje się wiernie naśladować swoją patronkę i patronkę…gospodyń księży.

Stanisław Gazda

Oceń ten artykuł
(9 głosów)
E! Kuchnia

Email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

powrót na górę

Serwis należy do Bydgoskiej Grupy Medialnej. Powered by: Enjoy Media

Top Desktop version