Kuchnia Enjoy Bydgoszcz

Switch to desktop Register Login

Ks. Ryszard Pruczkowski: Ksiądz, który gotuje…

ks.kanonik Ryszard Pruczkowski w swoim żywiole. ks.kanonik Ryszard Pruczkowski w swoim żywiole. Stanisław Gazda

W ciągu czterdziestu lat kapłańskiego życia, pełnił służbę w kilkunastu parafiach w Wielkopolsce i na Kujawach. Różne towarzyszyły mu zwyczaje, różne kuchnie, różne smaki. Dlatego gotowanie zaczęło go nie tylko ciekawić, ale pociągać coraz bardziej. Ale początki zainteresowania kuchnią, to jeszcze lata spędzane rodzinnym domu w Kruszwicy nad Gopłem.  Od tamtych czasów lubi ryby nie tylko łowić, ale je przyrządzać. Jak tylko ma okazję,  kupuje książki kucharskie, związane z myślistwem i kuchnią myśliwską. Pochłaniając literaturę na temat czasów piastowskich, napotykając opisy potraw, jakoś nie potrafi poprzestać jedynie na ich wyobrażaniu sobie…

Karkówka z cynamonem – to popisowe i eksportowe danie ks. kanonika Ryszarda Pruczkowskiego, bo przepis na nią rozszedł się w dziesiątkach egzemplarzy, nie mówiąc o przekazach ustnych. Zawsze się udaje – i jemu, i innym.Bierze się całą karkówkę, naciera solą, pieprzem i cynamonem, wkłada na kilka godzin do lodówki – im dłużej tym lepiej. Na dno brytfanny daje się 2-3 łyżki oleju, wykłada plasterkami słoniny, którą przykrywa się sparzonymi liśćmi kapusty, na których kładzie się karkówkę, dokładnie obłożoną plasterkami surowych ziemniaków i krążkami marchwi. Na wierzch ksiądz kładzie plastry cebuli, posypuje intensywnie cynamonem, dodaje jedno jabłko pokrojone w ćwiartkę, wkłada do piekarnika nagrzanego do 200 stopni,  na około 2 godziny. W trakcie pieczenia podlewa winem, w sumie dwiema szklankami. Aromat jest wyjątkowy.

-Gdybym mieszkał na parterze wieżowca, to czuć byłoby to, co gotuję na jedenastym piętrze. Swego czasu, w trakcie przygotowywania tejże karkówki miałem otwarte okno w domu, koło którego przechodzili jacyś młodzi chłopcy. Czując ten zapach zatrzymali się i usłyszałem jak mówią do siebie: „Czujesz, jak „czarni” sobie dogadzają?” Kiedyś, gdy przygotowałem tę karkówkę, jak pojechaliśmy do centrum dziennego hospicjum, to jedli ją nawet ci, którzy z reguły jeść nie mogli.

Robi też ksiądz Pruczkowski niezłą grochówkę. Często przygotowuje  ją panom pracującym przy budowie kościoła, albo na piknik parafialny. Wówczas gotuje wszystkie produkty razem, ale w domowej kuchni stara się gotować osobno groch niełuskany, moczony z dodatkiem kminku, dzięki czemu zupa nie jest wiatropędna. Groch gotuje się w tej samej wodzie, w której się moczył. Osobno gotuje wywar z żeberek, po części z wędzonych, po części z surowych, dokłada trochę jakichś kości, dodaje dużo czosnku, majeranku, trochę włoszczyzny oraz na koniec pokrojone w kostkę ziemniaki.

Jako że lubi ksiądz pochłaniać książki myśliwskie i kucharskie – i w tych i w tamtych nierzadko trafiał na opisy sporządzania nalewek. Okazało się, że nie ma w tym nic zdrożnego, ani dla stanu duchownego niewskazanego. Wręcz przeciwnie. W tradycje nalewkarskie mocno wpisują się zakony i klasztory. Wiele wymyślonych tam specjałów do dziś przysługuje się medycynie. W ten trend włączył się także ksiądz Ryszard. Nalewki tworzy z tego, co przynosi sobą dana pora roku. A to aronia, a to truskawka. Swego czasu zasmakowała mu u kogoś nalewka na pędach sosny. Dziś ma na nią swój autorski przepis – w słoju układa odrosty sosnowe, zrywane w drugiej dekadzie maja, i zalewa spirytusem. Pozostawia na miesiąc, a bywało że i na pół roku. Po tym czasie zlewa się spirytus i dodaje doń przegotowanej wody z miodem w stosunku 1:1. Takim słodko spirytusowym roztworem ponownie zalewa się odrosty sosnowe i pozostawia na 2-3 tygodnie do miesiąca. Sama woda, która wyciągnęła z odrostów resztki spirytusu ma około 25%. Spirytus zaś ma kolor intensywnie zielonkawy. Po połączeniu ze słabą nalewką, staje się matowy, wytrącają się w nim olejki eteryczne w postaci zawiesiny, którą trzeba przecedzać kilkakrotnie przez filtr do kawy. Ostatecznie nalewka powinna mieć kolor oliwkowo-zielonkawy.

Robił też ksiądz Pruczkowski nalewkę czosnkową. Główkę czosnku trzeba zalać 0,7 l wódki, po dwóch tygodniach przecedza się roztwór i dodaje garść rodzynek i pozostawia na siedem miesięcy. Gdy nabierze koloru herbaty, ponownie się przecedza i pozostawia na miesiąc. Łącznie proces produkcji trwa więc osiem miesięcy. Praktyka pokazała, że po miesiącu nalewka też ma dobry smak. A dla tych, którzy nie mają nawet  tyle cierpliwości, ma ksiądz kanonik przepis na nalewkę „ekspresową”. Robi się ją z…piwa. Wystarczą dwie butelki o pojemności 0,33 litra, do tego ¾ szklanki cukru, jedno opakowanie cukru wanilinowego. Trzeba to wszystko zmieszać, zagotować i wystudzić. Wtedy dopiero można dodać pół litra spirytusu i…można pić już na drugi dzień! Ale jak to nalewka, im dłużej postoi, tym jest lepsza.

Wróćmy do gotowania.Czy w księżowskim gotowaniu można się doszukać czegoś w rodzaju specjalizacji? Nie. Gotuje z tego, co ma w lodówce, na co pozwala skromny budżet.Jak w każdym domu. Dlatego nie zawsze są to obiady dwudaniowe. Raczej przeważają dania jednogarnkowe, kaloryczne, sycące. A to ajntop, a to grochówka, żurek czy zupa gulaszowa. Niekiedy kiełbasa z rożna. W  rodzinnym domu często jadało się kapuśniak, krupnik, z racji bliskości jeziora – ryby, więc do dziś to lubi. A jak brać myśliwska podrzuci coś z dziczyzny, to i kuchnia staje się myśliwska.

Ostatnio zapaliła się u księdza czerwona lampka: „Pruczkowski, czas zacząć żyć postem i modlitwą, z przewagą postu…” Narzucił sobie ksiądz kanonik dietę, więc mógł z wyjątkową przyjemnością, popijając wodę, obserwować jak jego współlokatorzy z apetytem zajadają się tym, co dla nich ugotował i jak im smakuje.

-Ale niedawno wzięło mnie na robienie masełka czosnkowego. Czekam aż masło stanie się plastyczne, gdy daje się urabiać, mieszam je ze słodką papryką mieloną, solą i pieprzem oraz wyciśniętym przez praskę czosnkiem. Zrobiło furorę. My tu mamy w parafii klub seniora. Spotykamy się w każdy czwartek. Gdy opowiedziałem paniom o tym masełku, to na następne spotkanie przyszły ze świeżym chlebem. Jak zrobiłem tego masełka dziewięć kostek, to prawie wszystko poszło.

 - Czy jest taka potrawa, która nie daje spokoju, a którą ksiądz chciałby ugotować, no i oczywiście zjeść?

-To,  co mi przychodzi na myśl, to tradycyjne polskie dania. Chociaż… Dwa razy w życiu robiłem coś ze ślimaków winniczków. Pierwszy raz była to wielka improwizacja, ale że warunki polowe i nic w zamian – zjedliśmy je wszystkie. Za drugim razem było już lepiej, bo dowiedziałem się, że trzeba je najpierw posypać mąką, żeby się jej najadły na tyle, by się w środku wyczyściły. Później trzeba je skropić octem, żeby pozbyć się śluzu. Następnie wrzątek, wyjęcie ze skorupki, duszenie na patelni z dodatkiem przypraw, włożenie na powrót do skorupek, zalanie masełkiem, podanie podgrzanych. Dawno tego nie robiłem, więc może ślimaki?

Ks. kanonik Ryszard Pruczkowski jest proboszczem parafii Bożego Ciała, duchowym opiekunem środowiska ludzi pracy, myśliwych, skarbowców, sybiraków, więźniów politycznych okresu stalinowskiego, hodowców gołębi pocztowych i żandarmerii wojskowej, członków Aeroklubu Bydgoskiego oraz honorowych  krwiodawców.

Stanisław Gazda


 

 

 

 

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
E! Kuchnia

Email Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

powrót na górę

Serwis należy do Bydgoskiej Grupy Medialnej. Powered by: Enjoy Media

Top Desktop version